Od 1950 roku naukowcy próbowali odpowiedzieć na pytanie: czy Punkt G istnieje? Wreszcie po dogłębnych badaniach zagadka, która wielu spędzała sen z powiek, została rozwikłana - pisze dziennik.pl.

Punkt Graffenberga to strefa erogenna kobiecego ciała, której stymulacja prowadzi do orgazmu. Po raz pierwszy świat usłyszał o nim 58 lat temu za sprawą niemieckiego lekarza Ernsta Graffenbega. Uczonemu nie udało się jednak w wystarczającym stopniu udokumentować swojego odkrycia i latami Punkt G uważany był raczej za seksualną legendę.
Jak pisze dziennik.pl, ogłoszone wczoraj w "New Scientist" odkrycie grupy włoskich naukowców zmienia całkowicie postać rzeczy. Uczeni są pewni: Punkt G jest. Niestety, tylko u niektórych kobiet.
Badania skanerem ultradźwiękowym ujawniły, w którym dokładnie miejscu znajduje się Punkt G. W tkance między cewką moczową, a pochwą. U kobiet, które twierdziły, że przeżywają orgazm pochwowy, warstwa tej tkanki była znacznie grubsza niż u pań przeżywających wyłącznie orgazm łechtaczkowy.
Tylko co czwarta kobieta przeżywa podczas stosunku orgazm pochwowy. Badania nad punktem G to droga do wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje.
(dziennik.pl)






